Logo Legnica24h.pl
Reklama

Bartłomiej Hamanowicz. Z Miedzią na Ty

Tym razem nietypowo, bo rozmawiamy z fotoreporterem Miedzi Legnica, mającym jednak za sobą przeszłość w roli zawodnika i przyszłość w roli trenera. Momentami jest zabawnie, momentami poruszająco. Zapraszamy do lektury.

© B. Hamanowicz / miedzlegnica.eu

Co było u Ciebie pierwsze, zamiłowanie do piłki czy do fotografii?

Zdecydowanie do piłki, bo od małego. Kiedyś były takie czasy, że wychodziło się na dwór, skakało po drzewach i całymi dniami grało w piłkę. Od samego początku, jak tylko zacząłem chodzić, to zacząłem grać. „Katowaliśmy” tę piłkę z kolegami na podwórkach. Graliśmy w jedynki, odbijaliśmy o ścianę. Kiedyś było inne życie. Nie było Internetu, nie było telefonów i piłka była podstawową rzeczą każdego młodego człowieka. Było tak, że kto nie gra w klubie, ten nie gra w reprezentacji ulicy. Wtedy ulice rywalizowały ze sobą i miało to zupełnie inny kontekst niż teraz, gdy dzieciaki wychodzą po prostu pokopać. Tak się zaczęło. Później trafiłem do Miedzi. Kiedy miałem 7 lat, dwa lata starszy kolega wziął mnie na trening do trenera Jana Szymańskiego. Tam trenowałem z rocznikiem '82. Udało mi się raz zagrać w lidze. Był to chyba mecz z Miłkowicami, gdy wszedłem na ostatnie pięć minut jako najmłodszy na boisku. Później poszedłem już normalnie do szkółki, by od samego początku uczyć się od trenera Nedwidka po kolejnych szkoleniowców, którzy zajmowali się wtedy młodzieżą. Wszystko miało miejsca na Świerkowej i zajęcia wyglądały zupełnie inaczej niż wyglądają teraz.

Masz jakieś szczególne wspomnienie z piłkarskiej młodości?

Bramka z Iskrą Kochlice, której mi nie uznali (śmiech). Grałem jako napastnik. Mój dobry kolega "Lolo", który był z Piekar, grał na obronie i podrzucił do mnie piłkę z autu. Uderzyłem z narożnika pola karnego. Piłka wpadła, zaczęliśmy się cieszyć i nagle sędzia uznał, że "Lolo" źle wyrzucił aut i niestety... Bramka nie padła. Ale pamiętam, że najlepiej wspominam treningi u trenera Szymańskiego. Zawsze było tak, że mieliśmy jeden trening techniczny, drugi strzelecki i trzeci wytrzymałościowy. Te wytrzymałościowe wyglądały tak, że na Świerkowej przez dwie godziny biegaliśmy po wałach. Najśmieszniejsze było to, że biegaliśmy najszybciej jak mogliśmy i jak krzyczeliśmy do trenera, że już mamy "dętkę" i chcemy odpocząć, to on mówił "dobra, odpoczywamy, czyli pięć kółeczek po wałach truchtem”. Odpoczywaliśmy biegnąc truchtem. To były takie humorystyczne akcenty. Mam też wspomnienie z dnia, kiedy przyszedłem pierwszy raz do szkółki. Wtedy trener Nedwidek przyszedł do nas, było nas chyba z trzydziestu, i powiedział "chłopaki jest was za dużo, ja wam rzucam piłkę i kto będzie grał najlepiej, ten idzie na następny trening do trampkarzy", bo wtedy nie było tych wszystkich skrzatów itd. Najmłodsza grupa to byli trampkarze. Rzeczywiście trener Nedwidek poszedł sobie do budynku na Świerkowej, żeby mu było ciepło, siedział, patrzył na nas przez szybę i po tym odesłał mnie i kilku innych kolegów do trampkarzy, żebyśmy tam grali. Już miał nas z głowy (śmiech).

Te wspomnienia momentami bywają traumatyczne (śmiech).

Nie... Teraz jest tak, że rzeczywiście trochę żałuję, że moje życie nie poszło w stronę piłki, bo po wielu, wielu latach niegrania wróciłem do tego. Kopię sobie piłkę i szczerze mówiąc żałuję, że nie wróciłem do grania wcześniej, bo zawsze była obawa o nogi. Przestałem występować w Miedzi w wieku 15 lat, gdy rozwaliłem sobie obydwa kolana. Po prostu upadłem na podwórku i kamień wbił mi się w kolano. Coś się poprzesuwało i nie mogłem przez długi czas chodzić, a później wiadomo, jak to młody człowiek - odkrywałem inne zalety życia i tak odpuściłem. Ale nie są to traumatyczne wspomnienia, bardziej jest tak, że po wielu latach człowiek dowiaduje się, że miał szansę i tej szansy nikt nie musiał mu dać, tylko sam ją sobie zabrał. Kiedy już później przychodziłem, robiąc zdjęcia na meczach Miedzi albo siedząc na spotkaniach drużyn młodzieżowych, to zawsze było mi smutno. Oni grają w piłkę, ja też mogłem, a teraz zamiast tego siedzę za murawą i robię zdjęcia, tym którzy grają. Ale nie mam traumatycznych przeżyć związanych z Miedzią, ani w ogóle z piłką nożną. Co by się nie stało, jak by się to nie potoczyło, to i tak zawsze piłka była moim najwspanialszym przeżyciem codziennym. Z tego względu, że dla mnie jest to moment kiedy wyłączam się ze wszystkiego. To jest jedyna opcja, przy której odpoczywam, relaksuję się i nie myślę o sprawach będących wokół mnie.

Jak nastąpił Twój powrót do Miedzi, ale już w roli fotoreportera?

To było bodajże w 2008 roku, mówię bodajże, bo nie jestem pewny w stu procentach, ale graliśmy wtedy w drugiej lidze zachodniej. Pracowałem w legnickiej telewizji i w tej telewizji okazało się, że będziemy robić program o nazwie "Miedzianka". Z kolegą operatorem mieliśmy jeździć na każdy mecz Miedzi, robić skrót spotkania i wywiady, tak jak robi to teraz Miedź TV. Tylko my przygotowywaliśmy to dla telewizji i był to program we współpracy z Miedzią. Pamiętam, że mój pierwszy wyjazd na Miedź to był mecz ze Skalnikiem Gracze.

Już w roli fotoreportera?

Jeszcze nie. Pojechaliśmy robić materiał z meczu ze Skalnikiem Gracze i nie wiedzieliśmy czy Skalnik to miejscowość, czy Gracze to miejscowość. Byliśmy przekonani, że jedziemy do Graczy ze Skalnika, a okazało się, że Skalnik jest drużyną z Graczy. To było takie dosyć humorystyczne. Wygraliśmy wtedy dwoma bramkami, ale dokładnego wyniku nie pamiętam. W międzyczasie, po kilku takich programach, zaczęła się tworzyć strona internetowa Miedzi. Taka z prawdziwego zdarzenia, którą miał prowadzić klub, a nie osoby współpracujące. Wtedy strona istniała, ale była prowadzona przez ludzi bardziej z czystej "zajawki", niż było to zlecone przez klub. Gdy strona internetowa Miedzi zaczęła raczkować, ówczesny kierownik szukał kogoś kto mógłby robić zdjęcia. Wtedy już od kilku lat zajmowałem się fotografią. Nie sportową, bo bardziej interesowałem się koleją, pociągami, architekturą kolejową. Ale zaproponowałem mu, że skoro właśnie kupiłem lustrzankę, to chciałbym się sprawdzić i spróbować. Odpowiedział, że nie ma problemu. Miałem robić Miedziankę, a do tego zdjęcia. I tak to się zaczęło. Pamiętam, że jak przyszedłem na pierwszy mecz, miałem straszne kompleksy, bo przychodzili już tutaj fotoreporterzy z Legnicy, którzy rzeczywiście mieli doświadczenie. Ja będąc takim młokosem, nie wiedziałem na początku co się dzieje, jak mam ustawić aparat, co zrobić. Ogólnie byłem zielony. Ale strach szybko minął. Wtedy pomógł mi Piotrek Krzyżanowski, który powiedział mi co mam mniej więcej robić. Później złapałem bardzo dobry kontakt z Jarkiem, który od strony dziennikarskiej prowadził klubowy portal, ale nie tylko klubowy, bo miał też stronę kibicowską. Tak to zaczęło się dziać. Upieram się, że był to 2008 rok, ale mógł być to równie dobrze 2010, bo to już tyle lat, że data po prostu się zaciera. Wiem, że najstarsze zdjęcia mam z 2010 roku, ale z tego co pamiętam, to w 2010 roku pojawiła się w Miedzi DSA, a ja byłem już troszeczkę wcześniej. Tak to wyglądało.

Masz w karierze jakiś szczególny wyjazd fotoreporterski?

Zawsze bardzo lubiłem jeździć do Gdyni. Z powodu całej otoczki, tego co się dzieje na stadionie. To był taki obiekt, na który przyjechałem i pierwszy raz zrobiłem „wow!”, bo jeszcze w Legnicy nie było nowego stadionu. Dopiero się budował. Pamiętam jak pojechaliśmy na mecz z Bałtykiem Gdynia, w bezpośrednim sąsiedztwie stadionu Arki. To też było dla mnie duże przeżycie. Zawsze bardzo lubiłem jeździć też na mecze z Chrobrym Głogów w związku z atmosferą spotkań pomiędzy Miedzią Legnica a Chrobrym. Zawsze było tam ciekawie na trybunach i same mecze były emocjonujące.

Ale tak, żeby coś konkretnego zdarzyło się na wyjeździe, to nie. Kiedyś postawiłem sobie za cel zebranie korony polskich stadionów. Zacząłem od trzeciego poziomu rozgrywkowego. Analizując stadiony drużyn, na których byłem, okazuje się, że mniej jest takich, na których nie byłem niż tych, gdzie już byłem. Jest to więc spora kolekcja. To mi się zresztą najbardziej w tym wszystkim podoba, że można odwiedzić bardzo dużo miejsc w Polsce, jeżdżąc za drużyną. Poza tym, jest się w samym środku tego wszystkiego. Choć szczególnych przeżyć nie doświadczyłem, bo to jest po prostu praca jak każda inna. Wielu myśli, że to jest tak, że pstrykniesz sobie kilka zdjęć, wrzucisz na komputer i jest już po robocie, a tak naprawdę przy swojej pracy siedzimy czasami wiele godzin. Jak mecz jest o godz. 20, to siedzimy do 1-2 w nocy, żeby to wszystko skończyć. Wielu nie zdaje sobie z tego sprawy, ale taka jest ta praca. Szczególnych wspomnień nie mam, ale na pewno wiele miłych. Sympatycznie jest, gdy jedziesz na jakiś stadion i np. po pięciu latach spotykasz kogoś, kto grał w Miedzi i możesz normalnie z nim porozmawiać, pożartować, pośmiać się. To jest bardzo fajne w tej pracy.

Można też powiedzieć, że zmieniają się zawodnicy, zmieniają się trenerzy, a ty cały czas jesteś w klubie.

Taką mamy specyfikę pracy. Bardzo się cieszę, że jestem dalej w tym klubie, bo to taki drugi dom i takie drugie życie. Przychodząc do klubu czuję się, jakbym był u siebie. Uważam, że to wielka zasługa pani Martyny Pajączek, która przez wiele lat była w Miedzi prezesem. Dlatego, że umiała zbudować atmosferę wśród pracowników, którzy są od początku w Miedzi SA. Ta atmosfera nigdy nie była w żaden sposób agresywna. Nie było tego, co często się słyszy, że szef wykorzystuje cię, bo jesteś jego pracownikiem. Tu wszystko było na płaszczyźnie koleżeńskiej. Wiadomo kto był kim, kto ma co robić, ale zawsze jak był jakiś problem lub coś się działo, można było przyjść, porozmawiać. To buduje silny zespół. Przychodzisz tu i zawsze wiesz, że możesz na kogoś liczyć. To nie jest tak, że każdy sobie rzepkę skrobie i jak masz problem to nikt ci nie pomoże. Miedź Legnica jest takim fajnym klubem, że jeżeli masz problem to idziesz, mówisz o nim i nagle grono osób pracuje nad tym, żeby ten problem pomóc ci rozwiązać. Zawsze tak właśnie było.

Kibice zazwyczaj oglądają Miedź twoimi oczami. Jako twórca zdjęcia jesteś trochę jak napastnik, który musi strzelić bramkę. Ty musisz strzelić dobrą fotkę. Jest to dla ciebie pewna odpowiedzialność, że to właśnie twoimi oczami kibice będą oglądać na zdjęciach drużynę?

Wydaje mi się, że czuję się aż za bardzo odpowiedzialny i za bardzo bym chciał pokazać kibicom całe spotkanie. Często słyszę, że robię za dużo zdjęć z meczu, a za mało trybun, albo tego co się dzieje wokół spotkania. Ale czuję ogromną odpowiedzialność i jestem bardzo samokrytyczny. Nie jestem zadowolony z niczego co robię, ale jak czasami mi się coś uda, to mówię okey, to jest nawet zjadliwe. Po prostu cały czas próbuję robić to lepiej. Ale często jest tak, że nie tylko ograniczenia manualne, ale też ograniczenia sprzętowe powodują, że nie mogę zrobić tego tak, jakbym chciał. Fajnie, że kibice oglądają te zdjęcia. Szanuję ich opinie, zarówno pozytywne, jak i negatywne, bo każde się zdarzają. Jest to duża odpowiedzialność, ale wiem, że muszę cały czas się zmieniać, ciągle próbować coś nowego. I staram się. Mimo wszystko człowiek czasami w pędzie między meczami, np. teraz mieliśmy trzy mecze w tygodniu, łapie się na tym, że popada w rutynę. Ale myślę, że ci, którzy oglądają mnie od lat, są w stanie wybaczyć tę rutynę, ponieważ zdjęcia to nie jest jedyny obowiązek jaki mam w klubie. Nie powiem, że robię je od niechcenia, po prostu często jest tak, że myśli się o wielu rzeczach, a nie tej jednej konkretnej. Patrząc na swoją pracę uważam, że za bardzo podchodzę do tego, jakbym był kamerą z Canal+, że chciałbym pokazać jak najwięcej akcji, jak najwięcej rzeczy, które działy się z piłką. Niekoniecznie wtedy, gdy z tych akcji coś wynikło, ale chciałbym w swoich pracach pokazywać cały mecz, bo niektórzy ludzie nie mogą go oglądać albo czasami coś umknie. Staram się to robić właśnie w taki sposób. Często utrudniają mi też sami zawodnicy. Nie robią tego specjalnie, żebyśmy się zrozumieli, bo chodzi o to, że np. strzelamy gola i chciałbym mieć zdjęcie jak się cieszą, a oni uciekają mi w drugi róg (śmiech). Wiem, że nie myślą o tym, że ja muszę zrobić zdjęcie, ale czasami tak to wygląda. Czuję odpowiedzialność, ale wiem też, gdzie są moje błędy.

Masz swój top 5-10 najlepszych zdjęć, które zrobiłeś?

Zawsze takie coś jest, ale powiem ci, że musiałbym siąść i obejrzeć wszystkie jeszcze raz, żeby ułożyć taką listę. Pamiętam, że zrobiłem 2-3 fajne zdjęcia, z których jestem mocno zadowolony, może nawet 4, ale i tak zawsze przychodzę do domu i spoglądam na te wszystkie zdjęcia pod kątem tego, że mogłem je zrobić lepiej. Tylko, że to jest ułamek sekundy. To też jest taka trochę pułapka, którą szykuję sam na siebie, że widzę swoje błędy, widzę, co mogłoby być lepiej, ale w sumie biorąc pod uwagę czas, w którym jest robione to zdjęcie i całą otoczkę, to nie jestem w stanie tego poprawić w tym momencie. To taki bat na siebie, który nie ma rozwiązania.

Mówiłeś, że w klubie masz wiele zajęć. Na koniec zapytam więc o zajęcia, które prowadzisz z młodymi adeptami futbolu.

Mogę powiedzieć, że w sumie stało się to dzięki pani Martynie Pajączek, bo to ona namówiła mnie do tego, żebym zrobił papiery. Zawsze jak jeździliśmy na wyjazdy, to bardzo dużo rozmawialiśmy o piłce. W końcu powiedziała "Haman, to zrób papiery, będziesz miał licencje, a akurat otwieramy drużyny. Zobaczymy jak to wyjdzie. Na początku będziesz się uczył, a później może już będziesz sam coś prowadził". Po raz kolejny posłuchałem pani prezes, bo to była kolejna jej rada, która rzeczywiście się sprawdziła. Mogłem jej zaufać i tak szkolę już 5 rok najmłodszą drużynę Miedzi - skrzaty. Prowadzenie akurat drużyny skrzatów daje mi bardzo dużo satysfakcji, bo jak widzisz pięciolatka, który po trzech miesiącach umie cztery zwody, umie wyjść na pozycję, podać piłkę i co trening widzisz jak się rozwija, to jednak daje ci to ogromną satysfakcję. Jestem w lepszej sytuacji niż rodzice. Niekiedy rodzice poszczególnych zawodników mieli swoje marzenia, które im nie wyszły i wiadomo jak to rodzice, chcieliby, żeby dziecko dokonało czegoś co im się nie udało. To są te tzw. chore ambicje. Ja mam coś takiego, że mi się nie udało grać w piłkę zawodowo, ale mam okazję do tego, żeby te wszystkie maluchy miały na to szanse. Tak jak ja zmarnowałem swoją, to nie chciałbym, żeby oni zmarnowali swoje. Dlatego u mnie jest coś takiego jak etos ciężkiej pracy. Pracujemy bardzo ciężko, te 5-6 latki naprawdę harują na treningach. Ale jak trening się kończy, a ty patrzysz na ich czerwone, uśmiechnięte buzie, które się cieszą i nagle mówisz, że jest koniec, a 5-6-latki podbiegają do ciebie załamane, bo chciałyby jeszcze potrenować, jeszcze pograć, to też jest to pewien wyznacznik pracy. Pokazuje, że jednak spełniasz się w tym i dzieciaki też się tym cieszą. Jest to dla mnie ogromna satysfakcja. Chciałem zawsze pracować w piłce, fajnie, że mam taki rocznik, najmłodszy, bo wiadomo, że kształtujemy podstawy. Czuję się w tym dobrze. Mam bardzo dobrego asystenta, Mateusza Miazgę z drugiego zespołu. Bardzo dobrze mi się z nim współpracuje.

Reklama

Komentarze (0)


Proszę zachować komentarze zgodne z regulaminem oraz zasadami współżycia społecznego i dobrymi obyczajami. Informujemy, że Administratorem poniższych danych osobowych jest DJAmedia Sp. z o.o., Piotrowice-Osiedle 16, 59-424 Męcinka. Dane osobowe zostały przekazane dobrowolnie i będą przetwarzane wyłącznie w celu przesłania zamieszczenia komentarza na portalu. Bez wyraźnej zgody dane osobowe nie będą udostępniane innym odbiorcom danych. Osoba, której dane dotyczą ma prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania i usuwania poprzez kontakt z Administratorem: kontakt@legnica24h.pl.

Zaloguj się, aby korzystać ze wszystkich funkcji komentarzy.

Dowiedz się więcej

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. legnica24h.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Więcej wiadomości

Reklama
Reklama

 

legnica24h.pl

Portal informacyjny dla mieszkańców Legnicy i okolic. Znajdziesz tutaj najświeższe informacje, zdjęcia oraz filmy.